Akcja noweli rozpoczyna się w porcie Aspinwall w Panamie. Po tragicznej i tajemniczej śmierci poprzedniego latarnika, który prawdopodobnie utonął podczas burzy, miejscowy konsul Stanów Zjednoczonych, pan Isaac Falconbridge, pilnie poszukuje kandydata na opuszczoną posadę. Zgłasza się do niego siedemdziesięcioletni Polak, Józef Skawiński — człowiek o siwych włosach, spalonej słońcem cerze i postawie żołnierza. Zdumiony konsul przegląda dokumenty kandydata i odkrywa niezwykły, pełen heroizmu i pecha życiorys: Skawiński walczył w powstaniu listopadowym 1830 roku (za co otrzymał krzyż Virtuti Militari), bił się w wojnie domowej w Hiszpanii (jako karlista), służył we francuskiej Legii Cudzoziemskiej w Algierii, walczył w powstaniu węgierskim Wiosny Ludów 1848 roku oraz w wojnie secesyjnej w Stanach Zjednoczonych. W przerwach między walkami imał się najróżniejszych zajęć na wszystkich kontynentach: był kopaczem złota w Australii, poszukiwaczem diamentów w Afryce, strzelcem na wielorybniku, właścicielem fabryki cygar na Kubie i kowalem w Helenie. Za każdym razem prześladował go jednak pech — padał ofiarą oszustwa, bankructwa, pożaru lub żółtej febry.
Skawiński, wyczerpany czterdziestoletnią tułaczką i samotnością, pragnie jedynie spokojnej przystani na starość. Otrzymuje posadę latarnika na samotnej skalistej wysepce niedaleko brzegów Aspinwall. Jego zadaniem jest codzienne zapalanie potężnej latarni o zmierzchu oraz wywieszanie flag w razie sztormu. Starzec odnajduje na skale upragniony spokój, zrasta się z naturą oceanu, karmi stada mew i wiedzie życie niemal pustelnicze. Z czasem ogarnia go zobojętnienie na świat doczesny i głęboki letarg duchowy, w którym zaciera się nawet pamięć o dawnych cierpieniach.
Pewnego dnia wraz z łodzią wiozącą wodę i suchary Jan przynosi na wieżę paczkę z Nowego Jorku. Skawiński otwiera pakunek i ze zdumieniem odnajduje w nim polskie książki przysłane w podziękowaniu za datek, który przed laty wysłał Towarzystwu Polskiemu. Sięga po pierwszy tom i czyta: «Litwo! Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie...» — jest to «Pan Tadeusz» Adama Mickiewicza. Ojczysta mowa, której nie słyszał od dziesiątek lat, wywołuje w nim gwałtowny wstrząs emocjonalny. Starzec wybucha spazmatycznym płaczem, rzuca się na ziemię i zaczyna łapczywie czytać poemat. Pogrąża się w onirycznej wizji: zapomina o latarni, o Aspinwall i oceanie; widzi swoje rodzinne sioło, pola, lasy i siebie samego jako młodego ułana na warcie. Z letargu wyrywa go dopiero o świcie strażnik portowy Johns z wiadomością, że w nocy nie zapalono światła, wskutek czego łódź ze San-Blas rozbiła się na mieliźnie (choć na szczęście nikt nie zginął). Skawiński zostaje natychmiast zwolniony ze służby. Opuszcza Aspinwall ze spokojem i podniesionym czołem — mimo że znowu jest bezdomnym tułaczem, jego dusza została ocalona, a do piersi przyciska najcenniejszy skarb: egzemplarz «Pana Tadeusza».